Strofy o górach (satyra na UZ)
Raz na kolegium rektorskim po kilku skrzynkach browarków
Postanowiono skarb znaleść – lub kilka małych skarbków.
Bo tylko w tym przedsięwzięciu widziano jakąś szansę
By uczelniane poprawić jako-tako finanse.
A potem poszło – kiedy Magnificencja z zespołem
Dokończył plan kampanii pod swym rektorskim stołem.
Gdy nad uniwersytetem jutrzenka zaświeciła
To rektor szukać skarbów pognał zapite ryła.
Kolejny raz zdała egzamin J.M. sprawdzona metoda
Gdy na kopach ferajnę całą wyniósł po schodach.
Co potem dalej było – sami zapewne wiecie
Gdy trąc zbolałe półsłupki rozbiegli się po świecie ...
Jeden z Egiptu przywióz w skarpecie skarabeusza
Lecz, że to nie na temat, to rektor dał mu po uszach.
Drugi poderwał skarbniczkę z Urzedu Skarbowego
Lecz potem już uczelnia nie miała pożytku z niego,
Bowiem ona jako skarb go potraktowała
I jak na skarb przystało, na klucz go zamykała.
Trzeci z kolei się włamał do skarbca bankowego
I z tego także uczelnia nie miała udziału żadnego,
Bowiem tenże włamywacz miał bardzo ważne powody
By ze zdobytym skarbem wywiać na Antypody.
I chociaż czasem z tropików przysyłał pozdrowienia
Lecz w U.Z. (i w INTERPOLU) nie znalazł zrozumienia.
Rektora przy komputerze gnębi ciężki frasunek
Bo prąd, gaz, grzanie, woda doniebotycznia rachunek.
Biedak na śmierć się zamartwia – co najmniej dostania garbu
I choć szukają pilnie – jak nie ma, tak nie ma skarbu !!!
I raptem cud, strzał w dziesiątkę, iluminacja, olśnienie
I skarb się sam objawia – cudowny jak marzenie.
Już trzaska klawiatura, z monitora żar bucha
Pola K. - nasze dziewcze – toż to skarb nie dziewucha !
Pola ma złote serduszko, oczęta jak brylanty
Że ślepną od ich blasku adiunkty, doktoranty.
Nie jeden niby laserem rażon Jej wzrokiem poległ
I dumni są z niej wielce patroni Bolek i Lolek.
Ech! Naukowa elito – sami nawet nie wiecie
jaki to skarb na UNI- (swym macie)- WERSY –TECIE!!!
Banda Chrabąszczy w krzaków gąszczu kwachy sączy
Mąż Ważki - Ważek z pustych flaszek resztki kończy
A Gzy wśród bzów się raczą denatury łykiem
Zaś Żuk z Dżdżownikiem ćwiczą tury pod śmietnikiem
A ja
Może usłyszę Wasze oburzenia wrzaski
Lecz tu Was spytam bez obrazy i obrazki
Czyż muszę wciągać te ludowe wynalazki
Jak te nałogi, halucyny i potrzaski?
Lwóweckie piwko też wprowadzi mnie w stan łaski
To sama radość to prawdziwe życia blaski
Spróbujcie sami niech zachwytu słyszę mlaski
Słowa uznania, euforię i oklaski
Gul gul gul Gul gul Gul Gul Gul
|