|
On: ćwir ćwir, ćwir ćwir, ma turkaweczko ćwir ćwir, ćwir ćwir, zrobię ci dziecko
Ona: ćwir ćwir, ćwir ćwir, a róbże, róbże ćwir ćwir, ćwir ćwir, na tej tekturze
On: Ta tektura sie nie nadaje Bo oblana i dziwnie pachnie
Ona: W kącie stoją w workach nasiona A na workach płachta zielona
On: Płachta sukna prezydialnego Nie nie, nie nie, nie ruszaj jego
Ona: A na biurku segregatory I kałamarz, ważne papiery
On: Nie zadzieraj jeszcze koszuli Tu sie wypisuje faktury
Ona: Nie chce, nie chce, na tym azbeście Po azbeście echo sie niesie
On: Chodź tu, chodź tu, nawozy sztuczne Ona: Nie, nie, one są pożyteczne On: ćwir ćwir, ćwir ćwir, co z nami bedzie W koło twardo, same narzedzia
Ona: ćwir ćwir, ćwir ćwir, rolnicza dola Niewygodna odzież ochronna On: Chodź tu, chodź tu, stoi motocykl O siodełko zaraz sie oprzyj
Ona: Brudne siodło, sterczy sprężyna Jeszcze prosze nie rozpoczynać On: Muszę, muszę, bardzo sie spieszę Bo mam zaraz zakładową wycieczkę.
|
|
Ballada o św. Mikołaju W rozstrzelanej chacie rozpaliłem ogień. Z rozwalonych pieców pieśni wyniosłem węgle. Naciągnąłem na drzazgi gontów błękitną płachtę nieba. Będę malować od nowa wioski w dolinie. Święty Mikołaju, opowiedz jak tu było, Jakie pieśni śpiewano, gdzie się pasły konie? A on nie chce gadać ze mną po polsku; Z wypalonych źrenic tylko deszcze płyną. Hej, ślepcze, nauczę swoje dziecko po łemkowsku, Będziecie razem żebrać w malowanych wioskach.
Święty Mikołaju...
|
|
|
Brooklyńska Rada Żydów
Aj-jaj... Na granicy między bożnicami zebrała się rada rozumnych "Co począć by młodzi zaczęli jak kiedyś zachodzić do domów świątynnych?" By starsi nie stali pod deszczem co lunął ze wszystkich zebranych wstydów Będzie to krótka opowieść o Brooklyńskiej Radzie Żydów
Łąka na niebie się kończy Ja tańczę, tańczę na słońcu Słowo na które czekałem Padło z Twoich ust w końcu Tańczę, ja tańczę na łące Przecież łąka to słońce Mądrze świat został stworzony Dzięki za to Ci Ojcze
Młodzi chcą czegoś zupełnie innego od tego co chcieliby starsi Stary rabin tak mówił, przyklasnęli mu wszyscy niemalże Młodzi świat inny dostają niźli starsi dostali Teraz oklaski rozległy się nawet z najdalszej części sali
Łąka na niebie się kończy ...
Aj-waj, a... Tu na Williamsburgu tak mało młodzieży zaszczyca wizytą swoją Pana, Dla nich ktoś wielki to Beastie Boys, czy nawet czasem muzyka czarna, Aj-waj! Mogliście słuchać co wam mówili, dotrzymać też było z nimi umów Kiedy rozmawiać z wami chcieli jeszcze radziła Brooklyńska Rada Żydów
Łąka na niebie się kończy Ja tańczę, tańczę na słońcu Słowo na które czekałem Padło z Twoich ust w końcu Tańczę, ja tańczę na łące Przecież łąka to słońce Mądrze świat został stworzony Dzięki za to Ci Ojcze
|
|
Wybierz liny z całych sił a
CZARNE NIEBO JUŻ NAD NAMI C e Już się ręce rwą do lin a
WRESZCIE WANTY ZAŚPIEWAŁY F G a
Gdy nad nami chmury gnają CZARNE NIEBO JUŻ NAD NAMI Niechaj w linach nam zagrają Wreszcie wanty zaśpiewały
I UDERZYŁ WIELKI SZKWAŁ a CZARNE NIEBO JUŻ NAD NAMI e G BIAŁEJ PIANY NABRAŁ JACHT a G F e
WRESZCIE WANTY ZAŚPIEWAŁY F G a
Złap za reling trzymaj się Popłyniemy byle gdzie A wiatr ciska wielkie fale Z ich wierzchołków ścina pianę
I UDERZYŁ WIELKI SZKWAŁ CZARNE NIEBO JUŻ NAD NAMI BIAŁEJ PIANY NABRAŁ JACHT WRESZCIE WANTY ZAŚPIEWAŁY
Niczym góra wielki grzywacz W morza toń nam żagiel zmywa Gdy za nami chmury gnają W takielunku niech zagrają
I uderzył wielki szkwał Czarne niebo na nas zwalił Wody nabrał stary jacht Do snu fale nam zagrały
I UDERZYŁ WIELKI SZKWAŁ CZARNE NIEBO JUŻ NAD NAMI BIAŁEJ PIANY NABRAŁ JACHT WRESZCIE WANTY ZAŚPIEWAŁY
|