Zawartość tej strony prezentowana jest w technologii Macromedia Flash 6. Aby obejrzeć tę stronę musisz zainstalować Flash Player.


poranne mgły

Polsko - Niemiecki Spływ Kajakowy Nysą i Odrą
Deutsch - Polnische Kajaktour auf der Neise und Oder

17-21 .05. 2002

 
ich trojga
kanoe

Po blisko półrocznych przygotowaniach udało się w końcu doprowadzić do skutku wyprawę wodną rzekami Nysą i Odrą, wspólnie z naszymi przyjaciółmi
z Niemiec (Sektion Guben des Deutschen Alpenvereins).
Wystartowaliśmy z przystani wodnej w Ratzdorf w piątek po południu (trzymiejscowe kanoe zmieściło, obok całego niezbędnego ekwipunku, spory zapas złocistego napoju gazowanego, umilając nam ciekawą trasę). Nysa na tym etapie płynie sobie spokojnie wśród porośniętych dziko brzegów, odcinając nas od wymarzonej Unii... ;)
Wieczorem, już po zachodzie słońca, wpłynęliśmy w szeroko rozlane zakole Odry, gdzie kończył się pierwszy etap naszej eskapady. Zejście na ląd, biwak, namioty, no i... integracja do późnej nocy - czy, jak kto woli, do wczesnego ranka :)

więc wiosło chwyć...

cumy rzuć!

Rano - pobudka! Ech, piękne są te poranki o wschodzie słońca....

drwale jacys tacy

żeremia

Po zwiedzeniu okolicznych dwóch domów na krzyż i wizycie w sklepie celem uzupełnienia zapasów napojów gazowanych tudzież uszczuplenia Euro-walorów, zwodowaliśmy bałagan powtórnie i ruszyliśmy dalej. Po prawej i lewej ptaki, szpaki, raki i dziobaki, czaple, bociany, żaby, kraby, krowy, barany, owce i manowce. Troszkę może przesady w powyższym, niemniej pojawiające się coraz częściej najprawdziwsze bobry pierwszego gatunku, a raczej ich żeremia, (bo się skubane pochowały, najwyraźniej nie życząc sobie podglądania i ewentualnych komentarzy) lekko nas zdziwiły, pozytywnie i owszem :) Cyknęliśmy więc stosowne fotki, jeśliby ktoś wątpił. Ponieważ słonko nie dawało spokoju od samego rana, zdecydowaliśmy się też na wspólną kąpiel, a jakże, w ciepłej wodzie, w tej samej Odrze co i dawnymi czasy odpychała fetorkiem na kilometr. Bosko może i nie było, ale ile wrażeń! :)))

cel!  pal!

tora, tora!...

Wieczorem kolejny biwak i tak zwany ciąg dalszy. Komary nigdy nie mogą nam dotrzymać kroku w integracji, zapewne z powodu bąbelków w napojach, zwłaszcza beczkowych. Niektórzy z nas również - coś w tym jest... Żaby namiętnie koncertujące nieopodal szybko poszły spać, i tylko bociany nieco się dziwiły, słysząc polskie słowa, że nie tylko one traktują świat internacjonalistycznie.

"...plaża, dzika plaża..."

uff, ciepło...

Rankiem znów pobudka! Kolejne wodowanie i - naprzód. Odra coraz szersza, ruch na niej niewielki (dwie barki i jedna łódź polizei przez kilka dni spływu). Kilka razy schodzimy na brzeg w ciekawych miejscach. Dwa ogromne kominy po lewej swoim imponującym wyglądem prowokują do bliższej penetracji. Widać z daleka, że niektórym udało się onegdaj trafić w nie jakimś sporym kalibrem, dzisiaj w otworach mieszkają ptaszki. Wielkie, kilkudziesięciometrowe budowle pod kominami zmieściłyby kilka naszych nieistniejących już Papierni. Pomiędzy czubami kominów można byłoby rozciągnąć choćby jakąś tyrolkę, dla chętnych, za drobną opłatą ;)

w prawo? a może w lewo?

o dobra rzeko...

Płyniemy dalej. Ponieważ nie występuje już potrzeba korekcji kilwatera aby nie wyrżnąć w brzeg, integrujemy się łącząc wszystkie krypy w jedno. Polskie songi rozlegające sie ze środka rzeki muszą mylić nieco koczowników moczących kije na brzegu, lekko poirytowanych płoszeniem ich ewentualnych zdobyczy. Jak tak dalej pójdzie, będziemy musieli przypomnieć sobie piosenki z dzieciństwa (Kloss, Kos, Gustlik itepe), bo nasi kamraci chyba już wszystkie nasze zaśpiewają. W tej miłej bąbelkowo - ognistej atmosferze docieramy do celu wyprawy. Wielka szkoda, że tak krótkiej, dlatego już niebawem spotykamy się znów, wychodząc naprzeciw ...jaskiniom, wiadomo, heh... :)

niewielki deszczyk     

przerwa w podróży

      łajba laba lambada

tora, tora!...

razem weselej

hej, ha...

 
 


Strona główna | Mapa serwisu | Kontakt
© 2008 Speleoklub Bobry. Serwis obsługiwany przez mm-team Chantico.