Pomysł na wyprawę do Chin powstał szybko. Po przeczytaniu w "Jaskiniach" (nr 3/2003, s. 32-33) artykułu W. W. Wiśniewskiego o odkryciu tam kolejnej wielkiej studni - Baiyudong, stwierdziliśmy, że musimy tam pojechać. Studnia ta ma ponad 400 metrów głębokości, a członkowie Speleoklubu Bobry Żagań starają się zdobyć wszystkie takie studnie. Dotychczas pokonaliśmy już 5 z 9 znanych studni przekraczających 400 metrów. Ta chińska miała być szóstą. Ma ona 424 m głębokości, co daje jej 6 miejsce na liście najgłębszych studni świata. Pierwszą w tym rankingu jest Vrtglavica w Słowenii mająca 643 m pionu.
Wejście do jaskini Baiyudong
Zjazd do studni Baiyudong. |
|
Czasu na organizację wyjazdu nie było dużo, gdyż według relacji Francuzów - eksploratorów studni - wczesna wiosna to najlepszy okres na działalność w niej. Studnia została po raz pierwszy zdobyta w marcu 2003 roku. W ciągu 2 dni Francuzi zeszli na jej dno osiągając głębokość 424 m. Dalej jaskinia ciągnie się aż do głębokości 560 m.
W małym 5 osobowym zespole (w tym była jedna osoba nie związana z jaskiniami), wyruszyliśmy do Chin. Próby nawiązania kontaktu ze wspomnianymi Francuzami nie przyniosły efektu, więc postanowiliśmy jechać na wpół ciemno, tłumacząc sobie, że jeżeli się nie uda ze studnią, to i tak przeżyjemy wspaniałą przygodę. Bo czy w Chinach można się nudzić?
Kupiony w dniu wyjazdu GPS, wydruk z Internetu relacji Francuzów z ich odkrywczej wyprawy, nazwa wioski obok której znajduje się studnia i jej współrzędne - to byli nasi przewodnicy. Po 9 dniach podróży znaleźliśmy się w górach. Mieszkańcy wioski widzieli po raz pierwszy "białych". Potraktowali nas bardzo życzliwie - w jednej z chat zamieszkaliśmy i tam też się stołowaliśmy. Wypowiadając słowo Baiyudong, Chińczycy wskazywali palcem w górę i kiwali głowami. Bez większego zastanowienia, od razu ruszyliśmy z nimi w tamtą stronę. Po godzinie marszu byliśmy przy jaskini. Otwór jej jest ogromny. Kilkadziesiąt metrów średnicy studni robi wrażenie. Echo powstające z rzucanych do środka kamieni też. Zaczęło się zmierzchać więc wróciliśmy do wioski. Studnią zajęliśmy się następnego dnia. W wiosce był ruch od samego rana. Choć była to niedziela, wyganiano kozy na wypas, a obornik i wodę zanoszono kilkaset metrów wyżej na pola. Te prace wykonywały głównie kobiety, bo tutejs i mężczyźni są od orania i poważniejszych prac.
Pod otwór studni poszedł z nami gospodarz z synem. Pomagali nam nieść plecaki. Po sklarowaniu lin i ustaleniu ostatnich szczegółów działania, rozpoczęliśmy akcję. Po przedarciu się przez krzaki rosnące wokół otworu zacząłem regularny, pionowy zjazd. Na -100 m trafiłem na most dzielący studnię na dwie części. Miałem tu problemy ze znalezieniem dalszych punktów zjazdowych. Po godzinie ich poszukiwania poddałem się i wyszedłem na powierzchnię. Jako następni zjechali tam Daniel z Tomkiem. Dotarli do ok. -200 m, skąd zawrócili. Dalszą część studni postanowiliśmy przejść następnego dnia. Wstaliśmy późno i to się na nas zemściło. Do wioski przyjechała policja i zaczęła nas o wszystko wypytywać: co tu robimy, czy mamy na akcję w jaskini pozwolenie, czy byliśmy na jej dnie, itd.? Odpowiedzieliśmy, że nie byliśmy na dnie jaskini, i że chcemy zejść tylko do studni po linę i wracać. Udało się nam ich przekonać. i dostaliśmy pozwolenie na wejście do Baiyudong.
Uradowani, poszliśmy w góry. Po trzech godzinach zjazdu, 16 marca 2004 r., stanęliśmy na dnie studni. Tam radość ze zdobycia kolejnej wielkiej studni zakłócił widok śladów tragedii jaka się tam rozegrała. Na kamieniach znaleźliśmy zmasakrowane zwłoki Chińczyka. Ponad 400 metrów lotu z jego ciała zrobiło bezładną masę. Jedynie po kończynach można było poznać, że to człowiek. Jak zginął, do dziś nie wiemy. To pytanie będzie nas dręczyć zapewne jeszcze długo. Szybko zreporęczowaliśmy studnię i wyszliśmy na powierzchnię. Pierwotnie mieliśmy zamiar pozostać jeszcze w tych górach, ale teraz chcieliśmy je jak najszybciej opuścić. Następnego dnia rano przyjechała znowu policja. Powtórnie zadawali te same pytania. Uparcie jednak twierdziliśmy, że nie byliśmy na dnie. Później policja zapakowała nas do swojego auta i pomogła opuścić wioskę. Byli wyraźnie zadowoleni, że mają nas już z głowy. Pozostawiliśmy za sobą góry, wioskę Ma Fu Ping i jej radosnych mieszkańców, ale cały cz as przed oczami mamy dno Studni Białego Deszczu.
Nasza wyprawa odbyła się w dniach 6.03 - 9.04.2004 r. Na dnie studni stanęli Daniel Oleksy, Tomasz Kuźnicki i Marcin Furtak. Akcję wspierał: Zenon Kondratowicz. |